Zakaz handlu w niedziele, czyli jak ustawa z 10 stycznia 2018 roku wpłynęła na sprzedaż online.

BlogStało się. 11 marca bieżącego roku był pierwszą niedzielą z zakazem handlu. Po wielu dyskusjach i podziale społeczeństwa  na dwa obozy (zwolenników i przeciwników) ustawa weszła w życie i wszyscy musieliśmy się z tym pogodzić. Teraz, po prawie 5 miesiącach jej obowiązywania, przyszedł czas na wyciągnięcie pierwszych wniosków.

 

W myśl ustawy z 10 stycznia 2018 roku, w każdym miesiącu sklepy będą czynne tylko w dwie niedziele- pierwszą i ostatnią. W 2019 roku będzie to już tylko jedna niedziela w miesiącu, a od stycznia 2020 roku będzie obowiązywał całkowity zakaz handlu w ostatni dzień tygodnia. Wyjątek będą stanowiły 3 niedziele przedświąteczne oraz po jednej niedzieli w styczniu, kwietniu, czerwcu oraz sierpniu.

Ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele wywołała niemałą burzę wśród naszych rodaków. Jedni twierdzili, że to świetny pomysł, że na zachodzie już dawno nie można zrobić zakupów w niedziele i to działa. Inni zaś narzekali, że pracują do późnych godzin wieczornych w tygodniu i niedziela to jedyny dzień, w którym mogą wybrać się na zakupy.

Mimo wielu sprzeciwów, ustawę postanowiono wcielić w życie, a sklepy oraz centra handlowe zaczęły się do tej nowej sytuacji przygotowywać. Wiele galerii handlowych postanowiło wydłużyć swoją pracę w piątek i sobotę nawet o kilka godzin. Podobnie zrobiło wiele supermarketów. Pozostałe sklepy postanowiły rozpocząć lub wzmożyć swoją działalność w Internecie. Rozpoczęły akcje promocyjne, zaczęły proponować duże rabaty, darmowe dostawy za zakupy dokonane właśnie w niedziele. Przewidywano bowiem, że to właśnie do Internetu przeniesie się ruch zakupowy i w te dni objęte zakazem handlu sprzedaż będzie bardzo wysoka.

 

Niestety życie weryfikuje nasze scenariusze.

Mimo, iż zakaz handlu w niedziele obowiązuje tylko w sklepach stacjonarnych konsumenci zdają się przyjmować to zarządzenie znacznie szerzej. Stoi to oczywiście w kontrze do powszechnych oczekiwań, wyrażanych jeszcze przed wejściem w życie ustawy.

Dlaczego prognozowane wcześniej duże zyski ze sklepów online w niedziele niehandlowe i wzmożony ruch na tych stronach nijak się ma do rzeczywistości?

 

Powodów może być kilka.

Po pierwsze, wzięliśmy sobie do serca zakaz handlu w niedziele tak mocno, że w ogóle ograniczyliśmy zakupy. 🙂

Po za tym coraz częściej słychać głosy, że klienci sklepów online i tych tradycyjnych to te same osoby. Wykorzystujemy różne kanały dystrybucji do różnych celów, a to znowu wynika z naszych przyzwyczajeń i wygody. Idąc tym tropem zauważymy, że te same osoby, które przestają kupować stacjonarnie wykazują obniżoną aktywność także w Internecie.

 

Po drugie, w 95% sklepów online zakupy zrobione w niedziele nie zostaną nam w tym dniu dostarczone. Wyjątkiem między innymi jest sieć sklepów Piotr i Paweł.

 

Po trzecie, pogoda, na którą w tym roku narzekać nie możemy. Sprzyja raczej odpoczywaniu na świeżym powietrzu niż siedzeniu przy komputerze.

 

Z naszych obserwacji wynika, iż sprzedaż w niedziele niehandlowe nie różni się znacznie w porównaniu do innych dni tygodnia czy niedziel pracujących. Sprzedaż naszych klientów, badana pod tym kątem, ani znaczącą nie wzrosła ani znacząco nie zmalała.

Oczywiście, biorąc pod uwagę te wszystkie czynniki wyżej wspomniane, będziemy dalej obserwować tendencje związane z ustawą o ograniczeniu handlu w niedziele i za jakiś czas ponownie powrócimy do tego tematu, aby sprawdzić czy zachowania konsumentów się w jakiś sposób zmieniły.  

Posted by Go.pl in Ogólne, 0 comments

Wiedza, rozwój, samorealizacja, czyli dlaczego przystąpiliśmy do…

IABIstnieje na polskim rynku od 2000 roku. Od roku 2007 działa jako związek. To organizacja, która zrzesza podmioty z branży internetowej. Jej członkami są najwięksi gracze na tym rynku. A wśród nich... MY! Tak, przystąpiliśmy do IAB Polska.

IAB na naszym rynku reklamowym, interaktywnym i technologicznym istnieje już 18 lat. Nieco ponad 10 lat temu rozpoczęła swoją działalność jako Związek Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska. Od tej pory udało się jej zgromadzić około 230 członków czyli najważniejszych firm polskiego rynku internetowego.  Należą do nich sieci reklamowe, domy mediowe, największe portale internetowe, serwisy specjalistyczne, sieci społecznościowe, wiodące globalne firmy internetowe i oczywiście reklamodawcy. Jej członkami są między innymi Onet.pl, Interia, Grupa Wirtualna Polska i od niedawna GO.PL.

IAB Polska jest czwartym pod względem liczby członków “oddziałem” IAB na świecie. Tak jak IAB w innych krajach jest podmiotem samodzielnym i niezależnym, jednakże mimo to pozostaje w bliskiej współpracy z organizacją matką mieszczącą się w USA, jej członkami oraz IAB znajdującymi się w całej Europie.

Głównym celem tej organizacji jest wspieranie działalności uczestników rynku reklamy interaktywnej. Rozwój i popularyzacja rynku internetowego w komunikacji marketingowej oraz informowanie o potencjale reklamowym internetu. Prowadzenie badań i prezentowanie metod efektywnego wykorzystywania sieci. Szeroko pojęta edukacja oraz dostarczanie wiedzy na temat kształtującego się nadal internetu. I w końcu reprezentowanie interesów firm z branży reklamy internetowej, marketingu online czy sprzedaży elektronicznej oraz wpływanie na kształt przepisów regulujących funkcjonowanie tego rynku.

A co nam daje wstąpienie w szeregi IAB?

Przede wszystkim aktywne uczestnictwo w rozwoju rynku marketingu internetowego w Polsce. Możliwość brania udziału w edukacji użytkowników internetu w zakresie metod jego wykorzystywania. Wsparcie w informowaniu o potencjale reklamowym internetu oraz pokazywanie skutecznych rozwiązań. To także ciągła możliwość rozwoju i samorealizacji. Dostęp do globalnej wiedzy, szczegółowych badań oraz doświadczeń. Czynny udział w największych polskich i światowych konferencjach, opracowywanie standardów i dobrych praktyk. Tworzenie poradników i branżowych publikacji.

Członkostwo w IAB Polska jest dla nas kontynuacją pracy według najwyższych standardów. To dla nas nowe możliwości podnoszenia jakości i efektywności reklamy. Możliwość zwiększania swoich kwalifikacji i gromadzenia wiedzy. I co najważniejsze możliwość brania udziału w kształtowaniu świadomości internautów i popularyzacji internetu jako efektywnego medium.

Posted by Go.pl in Ogólne, 0 comments

Porzucony koszyk? NO WAY!

KoszykPosiadanie koszyka w swoim e-sklepie to dzisiaj norma. Klienci, niczym do wózka sklepowego w supermarkecie, wkładają do wirtualnego koszyka wybrane przez siebie produkty. Włożenie towaru do niego nie jest jednak równoznaczne z dokonaniem zakupu. Nazywa się to potocznie porzuceniem koszyka.

 

Czym jest porzucony koszyk?

Za porzucony uznaje się ten koszyk, w którym klient zostawił produkty przed ich ostatecznym zakupem, inaczej mówiąc nie doszło do transakcji kupna sprzedaży.

Jak pokazują badania, opublikowane na portalu statista.com, w 2017 roku aż 76,9% koszyków w sklepach internetowych zostało porzuconych. To o prawie 8 punktów procentowych więcej w porównaniu do roku 2016. Tyle osób dodało do koszyka jakieś produkty, czyli byli zdecydowani na zakup, a ostatecznie zamówienia nie dokonali.

 

Powody porzucania koszyków.

Powodów porzucania koszyków może być wiele. Jednak najczęstsze z nich to dodatkowe koszty zakupów, obowiązek założenia konta (zarejestrowania się na stronie), skomplikowany proces płatności, skomplikowana nawigacja sklepu, zbyt długi proces zakupowy, niezbyt dogodne formy dostawy lub jej długi czas, brak możliwości zwrócenia produktu, odrzucenie płatności oraz błędy w działaniu strony.

 

Jak temu zapobiec?

Wspominaliśmy już o tym w tamtym tygodniu, przy okazji poprzedniego artykułu. Warto jednak jeszcze tych kilka punktów przypomnieć. Tak dla usystematyzowania wiedzy 🙂

Obecnie w coraz większej ilości e-sklepów nie płaci się za przesyłkę. Zazwyczaj taki przywilej jest jednak uwarunkowany odpowiednią wartością koszyka, którą trzeba przekroczyć aby skorzystać z darmowej dostawy.

Większość z nas nie lubi tracić czasu na zakładanie konta podczas robienia zakupów. Warto więc wprowadzić w swoim sklepie dwie opcje: jedną dla tych, którzy mogą poświęcić czas i zarejestrować się w serwisie, a drugą dla osób niemających czasu na rejestrację lub dla tych, którzy nie chcą podawać swoich danych. Dając wybór możemy zatrzymać wielu klientów.

Optymalną i maksymalną ścieżką zakupową jest ta zawarta w 5 krokach (8 kroków to już zdecydowanie za dużo).

Coraz częściej do e-zakupów wykorzystujemy urządzenia mobilne. Strona dostosowana do smartfonów i tabletów to w tym momencie must have każdego sklepu internetowego.

Warto zadbać także o to, aby klient mógł dokonać płatności na więcej niż jeden sposób. Mając wybór użytkownik wybierze opcję najbardziej dla siebie satysfakcjonującą. To co jest jednak najważniejsze to poczucie bezpieczeństwa w trakcie przeprowadzania transakcji.

No i w końcu ładny sklep to nie wszystko. Przede wszystkim powinien być przejrzysty, czytelny i przyjazny dla klienta. Im łatwiej się będzie po nim poruszał, tym większa szansa, że wróci.

Nie jesteśmy jednak w stanie przewidzieć wszystkich sytuacji, przez które klient postanowi porzucić swój koszyk i zrezygnować z zamówienia. Dobrym rozwiązaniem jest przypomnienie się klientowi. Wykorzystać do tego możemy retargeting RTB oraz retargeting mailowy. Zarówno jedno jak i drugie rozwiązanie pozwoli przypomnieć klientowi o produktach, które przed chwilą oglądał.

 

Wykorzystując działanie retargetingu RTB oraz retargetingu mailowego czyli spersonalizowanej wiadomości mailowej oraz kilka wyświetleń zdjęć z produktami, w różnych miejscach w sieci, zwiększasz szansę na to, że klient nie zapomni o porzuconym koszyku i wróci by sfinalizować płatność.

Posted by Go.pl in Ogólne, 0 comments

5 sposobów, które pomogą Ci wybić się z tłumu.

W tamtym tygodniu pisaliśmy, że z roku na rok rośnie liczba sklepów internetowych w Polsce. O tym, że według szacunków w 2020 roku ma być ich już na rynku ponad 30 tysięcy. Naturalnym jest więc zwiększona konkurencja i walka o pozyskanie klienta. Co można więc zrobić, aby zbudować przewagę nad innymi e-handlowcami?

5 punktów jak prowadzić sklep internetowy.

Po pierwsze, sprawdź czy Twój sklep na pewno dobrze działa zarówno na urządzeniach stacjonarnych jak i mobilnych. Czy strona jest przejrzysta, funkcjonalna i “łatwa w obsłudze”. Czy ścieżka zakupowa nie jest zbyt długa.

Niby banalne, ale warto się nad tym na chwilę pochylić.

Po drugie, zapewnij swoim użytkownikom jak najniższe koszty przesyłki lub darmową dostawę. Dzięki temu możesz zyskać przychylność odbiorców, bo konsumenci dużą uwagę zwracają na kwotę jaką muszą zapłacić za dostawę, rodzaj wysyłki oraz czas oczekiwania. Jeżeli nie możesz sobie pozwolić na darmową wysyłkę na co dzień, to od czasu do czasu organizuj dni darmowej dostawy lub obarcz ją jakimiś widełkami cenowymi. Pamiętaj także o kilku metodach płatności i oczywiście o ich bezpieczeństwie.

Po trzecie- ceny. Konsumenci poszukują zazwyczaj najtańszego produktu z danej kategorii i to właśnie cena determinuje ich zakup. Szczególnie teraz, kiedy możliwość sprawdzenia cen w różnych sklepach jest tak prosta. Należy jednak pamiętać, że za niską ceną nie może iść niska jakość.

Warto również pamiętać o promocjach czy kodach rabatowych. To zawsze przyciąga klientów.

No chyba, że jesteś sprzedawcą lub producentem towarów unikatowych, wykonanych ręcznie, ze specjalnych materiałów, takich trudno dostępnych na rynku. W tym przypadku konkurujesz niepowtarzalnym produktem, a nie ceną. Lubimy kupować “perełki”, rzeczy niebanalne, które pozwolą nam wyróżniać się z tłumu. Zadbaj oto, aby klienci właśnie tak postrzegali Twój produkt.

Po czwarte-obsługa klienta. Zapewnij swojemu klientowi fachową pomoc, profesjonalną obsługę, której nigdzie indziej nie znajdzie. Zapewnij wiele kanałów komunikacji: mail, telefon, chat. Bądź dostępny w wyznaczonych godzinach pracy, sprawnie odpisuj na wiadomości. Zawsze staraj się być miłym sprzedawcom, który chętnie służy pomocą.

I po piąte- reklama. W dobie tak dużej konkurencji musisz pamiętać o promowaniu swojego sklepu, reklamowaniu swoich produktów. Napewno pomoże Ci w tym remarketing, dzięki któremu przypomnisz klientom o oglądanych wcześniej produktach.

Wyjdź oczekiwaniom klienta na przeciw. Jeżeli użytkownik szuka w sieci produktów, które masz w swojej ofercie możesz mu wysłać wiadomość, wyświetlić swoją propozycję (pisaliśmy o tym tutaj). Bądź szybszy od swoich konkurentów.

Wymieniliśmy jedynie kilka podstawowych i niezbędnych sposobów na to jak prowadzić sklep internetowy. Z pewnością znajdzie się jeszcze kilka metod, które pozwolą wybić się z tłumu i wyprzedzić konkurentów. Wszystko zależy od Twojej przedsiębiorczości, kreatywności i doświadczenia.

Posted by Go.pl in Ogólne, 0 comments

Trudne początki, czyli jak powstawał e-handel w Polsce i na świecie.

Prędkość, z jaką rozwija się handel w Internecie chyba nikogo nie dziwi. Wszyscy wiemy, że w sieci można kupić praktycznie wszystko i to w konkurencyjnych cenach. Warto zatem zatrzymać się na chwilę i dowiedzieć się jak to wszystko w ogóle się zaczęło.

W dzisiejszych czasach Internet stał się nie tylko najszybszym sposobem wymiany informacji, ale również bardzo popularnym kanałem sprzedaży. Zakupy to nieodłączny element codzienności każdego z nas. Dla wielu stanowią one ulubiony sposób spędzania wolnego czasu. Dla wielu, ale nie dla wszystkich. Na szczęście rozwój Internetu dał tej grupie ludzi możliwość robienia zakupów w domu, bez kolejek przy kasie czy przymierzalni. Zanim do tego doszło, handel w Internecie musiał przejść jednak długą drogę.

Historia e-commerce na świecie.

Za prekursora zakupów online uznaje się Michaela Aldricha, angielskiego wynalazcę, inwestora i przedsiębiorcę. W 1979 roku wymyślił on ezakupy, aby umożliwić transakcje online między konsumentami, przedsiębiorstwami oraz firmami. Od roku 1980 elektroniczny handel zaczęły stosować takie firmy jak Nissan, Ford, Peugeot czy General Motors. Niektóre źródła podają jednak, że pierwszą osobą, która zrobiła zakupy online była 72-letnia Brytyjka. W 1984 roku złożyła ona zamówienie na artykuły spożywcze w lokalnym sklepie, a za dostarczone produkty zapłaciła w trakcie ich odbioru. Co ciekawe, kobieta nie wykorzystała do tego komputera, a telewizor.

Jak widać, pierwsze sklepy internetowe z całą pewnością nie przypominały tych, z których korzystamy obecnie. Ówczesne sklepy oferowały zazwyczaj produkty, przesyłając swoją ofertę e-mailem, a sprzedaż dokonywana była już telefonicznie.

Prawdziwy przełom dla e-handlu nastąpił jednak w 1994-1995 roku. Wtedy też zaczęły pojawiać się e-sklepy, które umożliwiły zakupy za pośrednictwem formularza na stronie.

Popularyzatorem tego rozwiązania stał się człowiek, który założył witrynę Amazon- Jeff Bezos. Początkowo dzięki swojej stronie sprzedawał jedynie książki, ale z czasem poszerzył asortyment i działalność swojej firmy. Rok później swój serwis aukcyjny stworzył Pierre Omidyar. eBay był pierwowzorem dla polskiego Allegro.

W skali globalnej rynek e-commerce rozpowszechnił się jednak w 2000 roku. Wtedy to już większość amerykańskich i europejskich firm zaczęła oferować swoje produkty i usługi
w Internecie.

Historia e-commerce w Polsce.

Początki polskiego rynku e-commerce przypadają na rok 1997. Wtedy też powstał pierwszy polski sklep internetowy firmy Terent. Następnie w 1999 roku swoją internetową działalność rozpoczął Merlin oraz Empik. W tym samym roku powstała także największa polska platforma transakcyjna online czyli Allegro.

Od tego czasu rynek e-commerce nabrał rozpędu i zyskał bardzo dużą popularność. Powodem tego jest możliwość nabycia towarów w wygodny i szybki sposób, w atrakcyjnych cenach. Nic dziwnego więc, że cały czas powiększa się również liczba e-sklepów. Według Bisnode Polska w roku 2016 było około 27,7 tysięcy e-sklepów. Według szacunków pod koniec stycznia 2018 roku zarejestrowanych było już ponad 29,1 tysięcy sklepów internetowych. Prognozy pokazują, że do roku 2020 w Polsce będzie istniało ponad
30 tysięcy sklepów online. Co prawda blisko 1/3 to firmy uśpione lub zawieszone, ale myślę, że mimo tego ilość e-sklepów w naszym kraju to i tak imponująca liczba.

Posted by Go.pl in Ogólne, 0 comments

AdBlock- czerwona kartka dla reklamy.

AdblockJesteśmy na szczycie listy. Jesteśmy pierwsi. Między nami a krajem, który zajmuje ostatnie miejsce jest 41 punktów procentowych różnicy. Jesteśmy krajem, który najczęściej na świecie blokuje reklamy w Internecie. Ale uwaga! Grecja depta nam po piętach.

 

Jak donosi raport OnAudience.com to polscy internauci najczęściej na świecie używają wtyczek blokujących reklamy w Internecie. W 2017 roku korzystało z nich 46% ludzi surfujących po Internecie. Zaraz za nami, na drugim miejscu uplasowała się Grecja
z wynikiem 44%. Podium zamyka Norwegia z 42% wynikiem. Z adblocków korzysta również duży procent Niemców (41%), Duńczyków (40%) oraz Brytyjczyków, gdzie blokowanych jest 39% reklam.

Zupełnie odwrotna sytuacja występuje w Paragwaju, Wenezueli i Brazylii. W tych krajach odpowiednio blokuje reklamy 5%, 10% i 12% internautów.

 

Kto używa AdBlocka?

 

Z badań wynika, że reklamy w Internecie nieco częściej blokują mężczyźni (53%) niż kobiety (47%). Mieszkańcy miast oraz użytkownicy między 25 a 34 rokiem życia. Największą grupą zawodową blokującą reklamy w Internecie są natomiast programiści. Ich wynik braku dotarcia reklamy to aż 77%. Drugą grupą zawodową najczęściej używającą programów do blokowania banerów reklamowych są przedstawiciele branży doradczej (43%). Na miejscu trzecim z wynikiem 39% znajdują się pracownicy związani
z bankowością i finansami.

A jakie grupy internautów nie blokują internetowych reklam? Kobiety w ciąży i młode matki. W tej grupie współczynnik ten wyniósł niecałe 20%.

Jeżeli natomiast pod uwagę weźmiemy intencję zakupowe klientów, to najtrudniej jest dotrzeć do internautów, którzy w sieci poszukują laptopów i tabletów, artykułów militarnych i alkoholi.

Badania pokazują, że im wyższy procent świadomości technologii, tym większe wykorzystanie programów blokujących reklamy, a poziom blokowania reklam może jeszcze wzrosnąć.

Mimo iż możemy pochwalić się, że jesteśmy pierwsi w tabeli, to chyba nie jest to jednak pozytywne zjawisko. Przekładając to na złotówki zobaczymy ile wynoszą straty wydawców reklam. Według jednego z portali, szacunkowa wartość reklam display w tamtym roku wyniosła 485 mln dolarów, a wartość zablokowanych odsłon reklamowych aż 409 mln dolarów. Czy to nie jest przerażające?

Podsumowując. W Polsce AdBlock utrudnia dostęp do  prawie 45% klientów. To bardzo duża grupa użytkowników, do której nie można dotrzeć z reklamą. Naszym pomysłem na trafienie do tych internautów to e-mail retargeting. Reklama w pełni dopasowana do użytkownika, prezentująca produkty z wysoką szansą zakupową.

Posted by Go.pl in Ogólne, 0 comments

Trudny czas dla e-commerce? LATO!

Sezon OgórkowyTak zwany sezon ogórkowy w pełni. Ludzie korzystają z urlopu, wyjeżdżają na wakacje, a czasu przed komputerem spędzają coraz mniej. Wysokie temperatury i ładna pogoda także nie sprzyjają e-handlowi, bo jedyne czego teraz  potrzebujemy to plaża, leżak i kolorowe drinki, no może ewentualnie wiatrak lub klimatyzacja.

Okres wakacyjny to trudny czas dla internetowych biznesów. Zamiast robić zakupy przez Internet wolimy spędzać czas na świeżym powietrzu, cieszyć się słońcem i dobrą pogodą. Najczęściej w Internecie szukamy wtedy informacji jaka ta pogoda będzie, gdzie można wynająć pokój, jak znaleźć nocleg, ile kosztuje doba hotelowa oraz atrakcji turystycznych, które możemy w tym roku zwiedzić.

Nic dziwnego, w końcu każdemu z nas należy się chwila odpoczynku.

Niestety cierpią na tym firmy, który zajmują się ogólnie pojętą pracą w Internecie. Po za takimi interesami jak biura podróży, hotele czy restauracje, inne biznesy narzekają na spadek ruchu na stronie, zmniejszoną liczbę zamówień czy chociażby produktów pozostawionych
w koszyku.

Czy da się temu zaradzić? Czy może lepiej “zacisnąć pasa” i znowu poczekać na lepsze czasy?

Rozwiązań jest kilka.

Po pierwsze można spróbować dostosować swój asortyment do letniego sezonu. Oczywiście nie zawsze się tak da. Sprzedawca, który oferuje futra lub zimowy sprzęt sportowy nie przygotuje się na sezon letni. Natomiast sprzedawca sprzętu elektronicznego już tak.

Po drugie wakacyjne rabaty, gratisy czy promocje na pewno zwiększą atrakcyjność produktów.

Po trzecie, może to dobry czas na rozszerzenie asortymentu, zmiany technologiczne, modernizacja. To też dobry moment na przemyślenie nowych kanałów promocji i marketingu. Stworzenie kampanii remarketingowej, pozyskanie nowego, wartościowego ruchu. A jeżeli któreś z tych narzędzi już pracują- rozbudowa zasięgu, zwiększenie list remarketingowych, optymalizacja kampanii.

Spróbuj pozytywnie spojrzeć na ten “martwy sezon”. W końcu masz chwilę czasu żeby pomyśleć o nowej reklamie i stworzeniu kampanii remarketingowej dla swojego e-sklepu. Masz moment na dokładne przygotowanie i dogranie wszystkich szczegółów, tak żeby od września ruszyć
z pełną pompą. 🙂

 

Anna Sosna

Posted by Go.pl in Ogólne, 0 comments

Kampania zasięgowa czyli gdzie umieścić swoją reklamę.

Jak już wcześniej wspominaliśmy, swoim klientom mamy do zaoferowania kilka różnych narzędzi marketingowych. Łączymy je na różne sposoby, w zależności od celu przeprowadzanej kampanii. Dzięki temu, że każda kampania remarketingowa jest przez nas analizowana, możemy wysnuć kilka wniosków. I tak dzisiaj chcieliśmy podzielić się naszymi spostrzeżeniami na temat kampanii zasięgowych.

Dla przypomnienia, kampanie zasięgowe opierają się na emisji reklam tylko na konkretnych, wcześniej wybranych przez nas domenach. Mogą to być strony tematyczne, fora internetowe czy serwisy ogólnoinformacyjne. Możemy też skupić się na zasięgu regionalnym i wyświetlać reklamy w określonych województwach czy miastach.

Ale do rzeczy…

Na początek każdej kampanii remarketingowej, a już tym bardziej zasięgowej, zaczynamy od zrobienia testów AB. Jest to metoda badawcza, która opiera się na umieszczeniu jednego przekazu reklamowego na stronach różniących się swoją specyfiką. Aby testy wyszły prawidłowo, przekaz musi być skierowany do tej samej grupy odbiorców.

Dzięki temu dowiadujemy się, na których stronach reklamy lepiej się wyświetlają.
W większej ilości, w większych formatach, w lepszych miejscach. No i co najważniejsze, na których stronach reklamy są lepiej klikane i przynoszą więcej konwersji.

Kampanie zasięgowe wypróbowaliśmy już na wielu naszych klientach z różnych branż. Po analizach i wnikliwych obserwacjach, doszliśmy do zaskakujących dla nas wniosków.

Na “pierwszy rzut oka” kampanie skierowane do osób zainteresowanych powinny być lepiej klikane na forach tematycznych i stronach, które poruszają wątki zgodne
z upodobaniami naszego użytkownika. Otóż nic bardziej mylnego.

Serwisy i fora tematyczne mocno angażują użytkownika. Jest on skupiony na treści, na informacjach, których poszukuje, na produktach, które są mu potrzebne. Nie jest zainteresowany blokami reklamowymi, które mu się wyświetlają. Nie widzi ich, nie zauważa.

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda na serwisach ogólnotematycznych. Tam wchodzimy żeby coś poczytać, czegoś się dowiedzieć, zaczerpnąć najnowszych informacji. One nie angażują tak bardzo naszej uwagi. Widzimy różne obrazki, różne treści, zauważamy także reklamy.

To właśnie dzięki temu, reklamy zasięgowe są lepiej klikane na stronach ogólnotematycznych. Przeglądając je mamy więcej czasu, nie jesteśmy skoncentrowani na poszukiwaniu tylko na przeglądaniu.

Na tym przykładzie widać, że sytuacje, które wydają nam się oczywiste, wcale takie oczywiste nie są. To dlatego tak ważne jest analizowanie kampani remarketingowych
i zasięgowych. Wykonywanie testów AB. Wyciąganie wniosków i na ich podstawie dalsze prowadzenie działań reklamowych.

A.Sosna

 

Dowiedz się więcej





Posted by Go.pl in Ogólne, 0 comments

Czy wielokrotne występowanie gwiazd w różnych reklamach zmniejsza ich wiarygodność?

Już od jakiegoś czasu zarówno polskie, jak i zagraniczne firmy prześcigają się w zatrudnianiu znanych osób do swoich reklam. Nic dziwnego. Są oni jednym z najskuteczniejszych narzędzi wspomagających sprzedaż.

Modę na zatrudnianie gwiazd w reklamach zapoczątkowały Stany Zjednoczone w latach 60. ubiegłego wieku. Gwiazdy wpisały się tak mocno w tamtejszy rynek reklamowy, że niektóre z nich do dziś kojarzone są tylko i wyłącznie z konkretnymi markami. W Polsce ten trend na angażowanie ludzi showbiznesu do reklam przyszedł znacznie później, bo dopiero w latach 90. XX wieku. Prawdziwa rewolucja, nastąpiła jednak dopiero po roku 2000. Wtedy sławni ludzie “masowo” zaczęli występować w spotach reklamowych.

“Postać wykorzystywana w reklamie powinna posiadać coś, co przyciągnie uwagę odbiorcy. Może to być wygląd, sława lub wizerunek. Powiązanie komunikatu z charakterystyczną lub znaną postacią mocno oddziałuje na proces zapamiętywania odbiorcy, dzięki czemu komunikat na dłużej pozostaje w pamięci.”1  

Znane osoby zazwyczaj cieszą się sympatią konsumentów. Co więcej, bardzo często są dla fanów wzorem do naśladowania, a ich styl ubierania czy sprzęt, którego używają, wyznaczają aktualne trendy. To dlatego celebryci, aktorzy, piosenkarze czy sportowcy, którzy kojarzeni są z luksusowym trybem życia, angażowani są w reklamy produktów wysokiej klasy, takich jak markowe perfumy czy ekskluzywne samochody. Oprócz firm związanych z branżą kosmetyczną, samochodową czy żywnościową celebrytów zaczęły zatrudniać także instytucje finansowe między innymi takie jak banki.

 

No właśnie banki.

Kiedyś Szymon Majewski w reklamie Banku PKO, a teraz Marek Konrad w ING oraz Dawid Podsiadło w Credit Agricole. Te reklamy okazały się strzałem w dziesiątkę. Bo aby reklama
z udziałem gwiazdy spełniła oczekiwania firmy, wybór celebryty powinien być dokładnie przemyślany. Ci Panowie występują bądź występowali tylko w reklamach tych banków. Nie promowali jednocześnie kilku innych produktów. Są kojarzeni ze “swoim” bankiem jak Zygmunt Chajzer z proszkiem do prania.

A co, jeżeli jedna osoba reklamuje kilka różnych marek? Czy Robert Lewandowski lub Adam Nawałka mogą kojarzyć się tylko z jedną firmą, skoro biorą udział w wielu reklamach z różnych branż? Czy dalej są w tym promowaniu produktów wiarygodni? Ale zejdźmy już
z tych piłkarzy. Inni ludzie świata mediów, także angażowani są do promowania różnych firm praktycznie jednocześnie. Bogusław Linda reklamował na przykład, suplementy diety dla seniorów, papierosy, burgery, piwo bezalkoholowe i jeansy. Dobrym przykładem jest też Paweł Wilczak, który reklamował czekoladę, chipsy oraz proszek do prania.

W większości zatrudnianie gwiazd do reklam przynosi zamierzony skutek. Należy jednak uważać na dwie rzeczy: po pierwsze, czy ten celebryta kojarzy się z naszym produktem i po drugie czy nie zdominuje samego komunikatu. W przypadku tego pierwszego można sobie zaszkodzić jak Katarzyna Skrzynecka i firma Profi produkująca pasztety. W przypadku tego drugiego istnieje ryzyko, że osoby z bardzo silnym wizerunkiem zdominują markę produktu do tego stopnia, że pozostanie ona niezauważona.

A. Jachnis, Psychologia konsumenta i reklamy, Bydgoszcz 1998, s. 229.
Posted by Go.pl in Ogólne, 0 comments

Mundialowe reklamy opanowały Internet czyli: “Jeszcze chwila i któryś z piłkarzy wyskoczy mi z lodówki”

MundialMundialowa gorączka trwa już od kilku tygodni mimo, iż mistrzostwa świata zaczęły się zaledwie kilka dni temu. I tak jeszcze przez cały miesiąc większość z nas będzie żyła piłkarskimi emocjami.

Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej w Rosji rozpoczęły się w ubiegły czwartek. Od tego momentu uwaga wszystkich kibiców piłki nożnej jest zwrócona na stadiony, gdzie o prestiżowy puchar walczą najlepsze drużyny z całego świata. Do tych sportowych zmagań od wielu miesięcy przygotowywali się nie tylko piłkarze, ale także przeróżne firmy i marki.
I to nie tylko te związane ze sportem.

Oprócz firm produkujących sprzęt, stroje czy odżywki sportowe na mistrzostwa przygotowywali się również między innymi producenci napojów gazowanych, ubrań, sprzętu elektronicznego, blachy trapezowej czy sieci telefonii komórkowej, czyli wszyscy Ci, którzy na co dzień z piłką nożną nie mają nic wspólnego. Przygotowywali reklamę związaną z mundialem, mundialowe promocje, kody rabatowe i konkursy. Zaoferowali do wygrania wiele nagród między innymi: telewizory, kina domowe, Iphony, koszulki oraz kubki, a także takie mniej oczywiste jak szkolenia energetyczne, zestaw piłkarskich serów, piłkarskie pufy czy kilogram mundialowych krówek.

Wszystkie te marketingowe chwyty doprowadziły do tego, że nawet osoba, która nie jest kibicem, czy chce czy nie chce, jest wciągnięta w ten mundialowy szał.

Reklamy są praktycznie wszędzie. W telewizji, radiu, Internecie, sklepowych witrynach i na ulicach. Występują w nich zarówno kibice jak i znani piłkarze oraz trenerzy.

Nas zastanawia jednak czy to nie jest już przesada? No bo co wspólnego z piłką nożną ma soczek dla dzieci, producent parówek, serów czy blachodachówek? A może to właśnie świetny moment na zarobienie dodatkowych pieniędzy, no bo przecież teraz Wszyscy Jesteśmy Kibicami. Może to faktycznie przyciąga dodatkowych klientów i przekłada się na realne zyski? Teraz to tylko spekulacje, ale może za miesiąc będą płakać Ci, którzy na te mistrzostwa się nie przygotowali.

Posted by Go.pl in Ogólne, 0 comments
Skontaktuj się z nami